<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>http://miniblog.dziudek.pl/</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 01:46:24 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Podatek od bezdzietności nadchodzi ?</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2010/09/22/podatek-od-bezdzietnosci-nadchodzi/</link><description>Czytając Angorę na ostatniej stronie natrafiłem na informację o tym, że posłowie PO i PSL zamierzają wprowadzić podatek od bezdzietności. W skrócie: skończyłeś 40 lat i nie masz dzieci ? Zapłacisz podatek, bo prawdopodobnie w nosie masz los szybko rosnącego stada emerytów. Feministki mogą być dumne - podatek miałby objąć zarówno kobiety jak i mężczyzn.
Kiedyś za PRL mężczyznom udowadniano, że powinni się ożenić przed 30. rokiem życia a w razie niewywiązania się z tego obowiązku musieli płacić podatki. Teraz dla odmiany wprowadza się swoiste normy produkcyjne na dzieci (idę o zakład, że jak taki debilny przepis przejdzie to ktoś zaraz wymyśli, że z podatku są zwolnieni tylko posiadacze X dzieci, gdzie X to zadowalająca panujący rząd ilość potomstwa).
Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że taki przepis zrodzi tylko nowe patologie - ja osobiście mam natychmiastowe skojarzenia ze zniesionym już obowiązkiem odbycia służby wojskowej, który skutecznie zawyżał nam przez lata odsetek panów wybierających się na uczelnie wyższe czy cierpiących na różne dziwne choroby. W tym wypadku prawdopodobnie okaże się, że ogromna część społeczeństwa jest bezpłodna - bo bezpłodność ma podobno gwarantować zwolnienie z tego &quot;genialnego&quot; podatku.
Niestety nikt w naszym rządzie nie wpadł na to, że najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów z obowiązkowym systemem emerytur jest... zlikwidowanie tego systemu. Stopniowe, ale zlikwidowanie. Oczywiście nie ma w tym kraju rządzących z jajami, którzy by to w końcu zrobili więc będziemy się użerać z tą chorą koncepcją rodem z XIXw. (Otto von Bismarck). Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że ZUS to chora instytucja w którą można ładować pieniądze bez końca i wyciągać z niej dużo mniej niż się włożyło - urzędnicy i debilna biurokracja kosztują. I najlepsze jest to, że w interesie tej instytucji jest to by ludzie czym prędzej umierali bo składki nie są dziedziczne.
A teraz popuśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie nasz kraj bez ZUS, gdzie każdy obywatel musi sam zadbać o swoją emeryturę. Taki obywatel ma dwa wyjścia: albo zawczasu odkłada pieniądze w specjalizowanej firmie, która będzie powiększać tą kwotę o jakieś odsetki (ZUS i OFE nie mają jak tego robić bo to co otrzymają ze składek natychmiast wypłacająnie ma jak tego robić bo to co otrzyma ze składek natychmiast wypłaca na bieżące emerytury). Po 40 latach pracy uzbiera się całkiem ciekawa sumka i co najważniejsze - jeżeli obywatelowi zdarzy się przedwcześnie umrzeć to pieniążki nie odpłyną w niebyt &quot;dla dobra ogółu&quot; tylko pójdą tam gdzie życzył sobie obywatel (bliska rodzina lub jakiś szczytny cel). Druga opcja to posiadanie dzieci i takie ich wychowanie by na starość się od nas nie odwróciły. I jeszcze jeden &quot;gadżet&quot; nieznany w ZUS: na emeryturę będzie można przejść wtedy kiedy się będzie chciało przejść (dokładniej: po uzbieraniu stosownej kwoty), a nie tak jak to się pewnie w końcu skończy - po ukończeniu 75. roku życia.
I w tej sytuacji ja - młody człowiek nie czuję ogarniającej mnie złości z powodu odpowiedzialności za emerytów i rencistów naszego kraju - mogę być odpowiedzialny jedynie za swoją matkę i ojca na starość, co jest wręcz naturalne. W chwili obecnej wszyscy głoszą, że dzieci to nasza przyszłość, że bez nich czeka nas katastrofa demograficzna. Ale to są właśnie efekty hodowli ludzi nierozgarniętych, nieodpowiedzialnych i niezdolnych do zadbania o własną przyszłość w nadzieji, że piramida finansowa jaką jest ZUS jakoś ten ogromny ciężar udźwignie (a ona jest w stanie jedynie paść, kwestia tego kiedy padnie i z jak wielkim hukiem).
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ZUS musi zniknąć - to instytucja bez przyszłości. Zwiększony przyrost naturalny to lekarstwo na kilka - kilkanaście lat. A kto potem utrzyma tych ludzi z wyżu demograficznego, przechodzących na emeryturę ? Będzie obowiązek posiadania minimum pięciorga dzieci ? Ale o tym politycy z PO i PSL nam nie powiedzą - oni już odejdą od władzy gdy problem się pojawi i będą musieli walczyć z nim inni.
</description><pubDate>Wed, 22 Sep 2010 17:29:27 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2010/09/22/podatek-od-bezdzietnosci-nadchodzi/</guid><category>Do przemyślenia</category><category>Polityka</category></item><item><title>Prawa autorskie</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/08/27/prawa-autorskie/</link><description>Ten artykuł przypomniał mi o bardzo interesującej książce &quot;Wolna kultura&quot;, którą czytałem w poprzednie wakacje. Co tu dużo mówić - prawa autorskie, patentowe etc. zwłaszcza w USA są chore. Przykłady ? Szukajcie we wspomnianej książce - czasami można się nieźle zdziwić, że trzeba w dzisiejszych czasach zwracać uwagę na takie błahostki.
</description><pubDate>Wed, 27 Aug 2008 18:05:20 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/08/27/prawa-autorskie/</guid><category>Do przemyślenia</category></item><item><title>Niewiedza to błogosławieństwo (zapewne cz. 1)</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/08/06/niewiedza-to-blogoslawienstwo-zapewne-cz-1/</link><description>Przeglądając dziś onet trafiłem na artykuł mówiący o udarze oka. Sprawa o tyle nieciekawa, że można stracić wzrok (a właściwie jego połowę) w kilka godzin. Dodatkowo można wyczytać, że to schorzenie dotyka około 50 000 osób rocznie. Niby niewiele jak na ogólną ilość osób w populacji, ale ja swego czasu (oj dawno to było) miałem zapędy by zostać lekarzem (kręciła mnie neurochirurgia), ale ostatecznie jakoś ten zapał mi przeszedł. Niemniej jednak sporo czytałem o różnych chorobach, ich przyczynach, przebiegu i skutkach - jest ich od groma, a co rusz pojawiają się nowe.
Przerażający wydaje się w tym wszystkim fakt, że nie należy się pytać czy na coś zachorujemy, ale kiedy zapadniemy na jakąś chorobę lub takowa się ujawni (a tego typu chorób jest mnóstwo i z reguły są z gatunku tych najgroźniejszych). Dlaczego ? Bo wszystkich czynników chorobotwórczych nie da się uniknąć zwłaszcza, że w wielu wypadkach one sobie zaprzeczają. A nawet jak się znajdzie jakiś złoty środek, to wykończą nas czynniki zewnętrzne - stres w pracy (lub stres związany z lękiem przed chorobami ^^), życiowy partner, rodzinka, znajomi lub osobnicy, których nawet nie znamy, ale mający ochotę właśnie na nas się wyżyć. Można by się ukryć w buszu, ale ponoć od tego można zapaść na szereg chorób psychicznych związanych z brakiem kontaktu z innymi ludźmi.
W czasach w których nawet leki szkodzą (swoją drogą przeraża mnie ilość ludzi biorących środki znieczulające na zwykły ból głowy - ja osobiście tego typu środki zostawiam na ból głowy, który jest na granicy mojej wytrzymałości, a nie na lekki ból spowodowany pogodą itp. w końcu leki to nie dropsy, ale niektórzy o tym zapominają), trzeba według mnie mieć w poważaniu myśli o tym jakie choroby nam grożą, bo próby zapobiegania im mogą co najwyżej doprowadzić do nerwicy, gdy człowiek zda sobie sprawę z ilości zagrożeń dla swojego zdrowia. Statystycznie rzecz biorąc i tak nam jakaś choroba przypadnie prędzej czy później, pomimo naszych starań (przecież przykładowo na raka płuc chorują nie tylko palacze). A poza tym gdybyśmy chcieli się zbadać na obecność kilkudziesięciu najgroźniejszych chorób, to życia by nam nie starczyło na przyjemności (i pieniędzy też :P).
Dlatego właśnie niewiedza w tej kwestii to błogosławieństwo ;)
</description><pubDate>Wed, 06 Aug 2008 18:24:18 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/08/06/niewiedza-to-blogoslawienstwo-zapewne-cz-1/</guid><category>Do przemyślenia</category><category>Ogólne</category></item><item><title>Kumulacja a religia</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/07/29/kumulacja-a-religia/</link><description>Nie będzie tu żadnych wywodów o tym jak wydać te 35 milionów złotych na lokalną parafię i potrzebujących, choć na to mógłby wskazywać trochę tytuł.
Chciałbym się tylko podzielić pewnymi spostrzeżeniami a propos związków gier losowych z religią właśnie. Bo szczerze mówiąc skojarzenia same mi się nasuwają, gdy widzę jak ludzie w prawie każdym wieku lgną do kolektur zapłacić tak zwany &quot;podatek od marzeń&quot;, &quot;podatek od złudzeń&quot; itd.
Zastanówmy się co tak naprawdę skłania ludzi do wydania pieniędzy na obstawienie w losowaniu różnych kombinacji cyfr. Ja poza wyobraźnią innych decydujących czynników nie widzę, no bo na co innego może działać kwota na którą &quot;zwykły nieśmiertelnik&quot; zarabiający średnią krajową musiałby pracować prawie całe tysiąclecie (mniej więcej - jakby nie liczyć życia nam by nie starczyło), a szansa wygranej przy często stosowanej taktyce &quot;chybił - i tak by nie trafił&quot; i wydatku rzędu 2 zł (&quot;przecież to tyle co nic, a można mieć 35 milionów&quot;) jest tak marna, że właściwie to każdy racjonalnie myślący człowiek by uznał, że szkoda nawet tych dwóch złotych, no chyba, że kogoś podnieca gramatura papieru z kolektury.
Ale podobnie jak w wypadku wiary w siłę wyższą tutaj racjonalne myślenie się wyłącza, bo te 35 milionów jest prawie tak samo atrakcyjne jak obiecywane w prawie każdej religii &quot;życie wieczne w raju&quot;. I dla tej wizji niektórzy są gotowi stać często bardzo długo w kolejkach do kolektur i często nawet wydać na zakład dużo więcej niż te 2 złote, by &quot;zwiększyć swoje szanse na wygraną&quot;. Nie muszę mówić, że na mszy także trzeba swoje odstać i potem nie pożałować pieniędzy na ofiarę, bo podobno od jakiegoś czasu brak datków jest traktowany jako grzech (wiadomo - trzeba jakoś owieczki zmusić do zrzuty na instytucję, która czasem coś pożytecznego robi, zresztą podobnie jak nasz monopolista w dziedzinie legalnych gier losowych - podobno coś dobrego robi, ale nie mnie to oceniać i to nie jest główny wątek mojego wywodu).
A z głównymi wygranymi jest w tej grze jest jak z cudami - kolega koleżanki znajomego przyjaciela stryjecznej ciotki od strony pradziadka przyrodniej siostry starszego brata szwagra kochanki wujka z Francji podobno wygrał (cuda związane z wiarą też podobno ktoś tam widział na żywo). O dołujących przypadkach ludzi z serii &quot;gdybym posłał ten kupon to dziś byłbym milionerem&quot; (&quot;gdyby się nawrócił to dziś byłby w niebie, a tak smaży się w piekle&quot;) nie wspomnę, bo niejednego taka historia z nim w roli głównej wpędziłaby w chorobę.
Niektórzy wręcz kopiują wzorce stosowane w religii i na forach wypisują ile to by komu dali pieniędzy, a sobie to tylko XX% by zostawili - bo tacy oni są miłosierni i wrażliwi na tragedię innych ludzi. Z pewnością zaklinając w ten sposób rzeczywistość skruszą zimną i twardą jak metal &quot;maszynę losującą&quot; i skłonią ją do wylosowania właśnie tych cyfr, które skreślili. Oczywiście ja bym radził trochę się postarać, bo konkurencja w tej kwestii na forach jest ogromna - może pora wyjść z transparentem &quot;Jak wygram te 35 milionów - daję wszystkim...&quot; na ulicę - tego nikt jeszcze nie robił, a z pewnością byłoby to bardziej zauważalne niż głosy tysięcy nic nieznaczących nicków na forach internetowych...
A jak znowu wygra kto inny (byleby nie był to ktoś ze znajomych lub okolicy, bo zazdrość zeżre, że &quot;tamtego brzydkiego półgłówka z naprzeciwka los obdarzył takim darem, a mnie nie&quot;) to dalej połowa społeczeństwa (podobno połowa kraju gra w Dużego Lotka) będzie się modliła do &quot;maszyny losującej&quot; by przy następnym losowaniu to na ich kombinację cyfr spojrzała łaskawiej. A gdy przypadkiem jedna z tysięcy modlitw zostanie wysłuchana (choć marne szanse - patrz rozdział &quot;rachunek prawdopodobieństwa&quot; w książce od matematyki z liceum) to oczywiście będzie to znak łaski kochanej &quot;maszyny losującej&quot;, który tylko umocni i tak już silną wiarę w to, że można łatwo i bezboleśnie zapewnić życie w luksusie sobie i 3 następnym pokoleniom (przy w miarę sensownym rozporządzaniu pieniędzmi).
A gdyby jednak ?
Oczywiście każdy wypełniający blankiet z cyframi ma nadzieję na główną wygraną (no bo jak ktoś liczy na trafienie &quot;trójki&quot; to niech lepiej pospaceruje po mieście - łatwiej będzie mu znaleźć 50zł leżące samotnie na ulicy, a przy okazji się organizm dotleni). Ale gdy przypadkiem się wygra to zaczynają się problemy - a to się okazuje, że rodzina, którą zamierzaliśmy hojnie obdarować jest o wiele większa niż myśleliśmy, a to fiskus od wszystkiego nalicza podatek &quot;z kosmosu&quot;, a na dodatek lokalna grupa przestępcza zaczyna ściągać haracze za to, że deptamy chodnik pod własną nowo wybudowaną willą.
Z własnego doświadczenia wiem, że człowiek zupełnie inaczej patrzy na pieniądze na które ciężko zapracuje, a inaczej na te, które jak to mówią &quot;spadły z nieba&quot;, choć z religią ma to akurat niewiele wspólnego - prędzej z kontem rodziców lub tą chłodną &quot;maszyną losującą&quot;. Wiadomo takie &quot;niebiańskie&quot; pieniądze rozchodzą się łatwiej w myśl zasady &quot;łatwo przyszło - łatwo poszło&quot;.
Dodatkowo szybki przeskok o jakieś dwie klasy rozgrywkowe wyżej w wyścigu szczurów całego społeczeństwa jest zwykle dobrą wizualizacją powiedzenia &quot;z chama nie zrobisz pana&quot; (choć warto tu dodać - &quot;w jeden dzień&quot;). Ogólnie te pieniądze z reguły nie przynosza korzyści nikomu poza właścicielami sklepów z towarami luksusowymi - a przeciez inwestycja w nowe miejsca pracy byłaby o wiele lepsza (podobno 1 na 30 osób, które wygrały duże pieniądze zainwestowała je w działalność gospodarczą).
Powodzenia
Ja osobiście nie gram w gry losowe odkąd zapoznałem się z zasadami rachunku prawdopodobieństwa (wcześniej parę razy się bawiłem w zaznaczanie cyfr, ale wtedy byłem nieświadomy, że zasadniczo marnuję pieniądze), ale życzę wszystkim grającym by dostali chociaż częściowy zwrot podatku od ich marzeń - choć sympatyczniej by było gdybyście zapracowali swoimi umiejętnościami na ich spełnienie - wtedy satysfakcja z osiągniecia celu jest wielokrotnie większa :)
</description><pubDate>Tue, 29 Jul 2008 21:24:54 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/07/29/kumulacja-a-religia/</guid><category>Do przemyślenia</category><category>Humor</category></item><item><title>Wakacyjnie ;)</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/07/08/wakacyjnie/</link><description>Zapomniałem wspomnieć, że jakimś cudem udało mi się uniknąć kampanii wrześniowej, zatem mam 3 miesiące &quot;wakacji&quot;. W cudzysłowie, bo właściwie każdy dzień wygląda podobnie - wstać około 12 - dojść do siebie - pisanie skryptów do 20 - badminton - pisanie skryptów do 4-5 nad ranem - spać i tak w kółko ;) Oczywiście czasem zdarzy się coś co burzy ten zamknięty krąg, ale są to pojedyncze przypadki. Aktualnie przerzuciłem wszystkie siły w tworzeniu wpisów na dziudek.jogger.pl, ale pewnie w końcu zdarzy się coś, co nie będzie się nadawało na wpis techniczny i wtedy będę musiał znowu potworzyć nie-technicznie ;)
jakby ktoś chciał coś aktualniejszego to zapraszam na blipa ;) (swoją drogą nie ma to jak zapraszać z minibloga na mikrobloga ;D)
</description><pubDate>Tue, 08 Jul 2008 22:39:22 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/07/08/wakacyjnie/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Pomeczowo i nie tylko...</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/06/09/pomeczowo-i-nie-tylko/</link><description>Nie ukrywam - liczyłem, że dziś i Kubica i piłkarze pokażą, że można wygrywać - Kubica wypadł perfekcyjnie, a co ciekawe zawsze dziś zadanie utrudniali mu Niemcy - najpierw Sebastian Vettel po wyjeździe z pierwszego pit-stopu, potem Nick Heidfeld i Timo Glock, ale koniec końców, Kubica pokazał klasę i wygrał zdecydowanie (czy tylko ja już miałem przed oczyma safety car po tym jak Alonso wykręcił piruet na torze ?). Musiałem w pewnym momencie korzystać z dwóch telewizorów, bo nie mogłem sobie odpuścić mazurka Dąbrowskiego w Montrealu ;) No a potem był mecz - wiadomo Polska-Niemcy samo w sobie ma jakiś motyw historyczny, niektórzy powiedzą, że to takie prymitywne i w ogóle, ale gdybyśmy wygrali... To by się działo ;) No i standardowo przegraliśmy. Apropos - Na ostatnich trzech wielkich piłkarskich imprezach, zawsze na inaugurację przegrywaliśmy 0:2 (kolejno z Koreą Płd., Ekwadorem i teraz z Niemcami), dodatkowo ciekawy układ wyników z wczoraj i dziś: http://blip.pl/s/2184516 mówi sam za siebie - widocznie tak miało być ;)
Osobiście liczyłem na ten cud i wygraną, nie zdarzyło się... trudno (taaa... MediaMarkt zarobił XD)... Są jeszcze dwa mecze. Pociesza mnie fakt, że &quot;wizualnie&quot; wypadliśmy lepiej niż na mundialu - właściwie pierwszy gol Niemców i nasz nieuznany budziły moje wątpliwości, ale nie mnie oceniać - sędziowie z tego co widziałem mają ten rozbudowany system komunikacji więc trzeba im zaufać - widocznie tak miało być. Ogólnie jestem mimo wszystko pełen optymizmu (może za bardzo się znieczuliłem podczas meczu xD) i czekam na wygraną w meczu z Austrią, wyjdziemy z grupy - będzie pięknie, nie wyjdziemy - i tak będzie sporo meczów do oglądania. Ogólnie czekam na więcej ;) [trzeba zapasy uzupełnić ;D]
A to jest chyba nieśmiertelne - szkoda, że także ze względu na wyniki [XD] :






</description><pubDate>Mon, 09 Jun 2008 00:39:28 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/06/09/pomeczowo-i-nie-tylko/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Czy tylko mnie to drażni ?</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/05/18/czy-tylko-mnie-to-drazni/</link><description>Przeczytałem i po raz kolejny zdałem sobie sprawę, że zmiana ustroju w naszym kraju to było takie wpadnięcie z deszczu pod rynnę. Kiedyś władza chciała wiedzieć o obywatelu wszystko, teraz nie dość, że powoli chcą tego samego to jeszcze po cichu dyrygują nam jak mamy wydawać nasze ciężko zarobione pieniądze...
Przyznam, że ta ogromna ilość świąt, która znajduje się standardowo w kalendarzu + okolicznościowe okazje takie jak komunie, chrzciny, urodziny, imieniny, rocznice działa mi od dawna na nerwy.
Szczerze mówiąc to nie pamiętam daty własnych imienin więc co tu mówić o imieninach innych osób, a szczytem bezczelności jak dla mnie jest wypominanie mi, przez niektórych, że im życzeń z tej okazji nie złożyłem - a wierzcie były takie przypadki. No bo wiadomo - powinienem był zerżnąć z sieci jakiś infantylny wierszyk i wydać te 20 groszy na SMS by pokazać wszem i wobec, że pamiętam... Już pomijam fakt, że dla mnie takie coś to dość irytująca sprawa i osobiście wolę nie dostać żadnego SMS-a na gwiazdkę niż dostać 150 SMS-ów wysyłanych hurtowo przez innych - operatorzy zacierają rączki, a wysyłający hurtem te beznadziejne wiadomości mają poczucie spełnionego obowiązku, no bo ponoć tak wypada _^_
Wracając do tych wszystkich okazji z powodu których można stracić trochę pieniędzy - moja siostra jest idealnym przykładem osobnika sterowanego przez sieci handlowe i aktualne trendy wywalania pieniędzy w błoto. Ostatnio przyszła do mnie z pytaniem - &quot;Co kupujemy rodzicom na rocznicę ślubu ?&quot;. Przy czym warto zaznaczyć, że &quot;kupujemy&quot; oznaczało tutaj - wyłóż pieniądze, a ja prezent wybiorę, a pieniądze oznaczało tutaj kwotę około 2000PLN. Skończyło się na ustnym pouczeniu i wyrażeniu współczucia dla przyszłego współmałżonka kimkolwiek by on nie był...
Generalnie to co widzę w związku z komuniami (jak usłyszałem, że zakłada się specjalne konta na które goście wpłacają pieniądze to padłem) , dniami Matki, Babci, Dziadka, Dziecka, Ciotecznego Stryjka Od Strony Matki Siostry Babci Wujka Brata Drugiego Ojca sprawia, że tracę wiarę w wartość prezentów naprawdę &quot;od serca&quot;. Dlaczego kupno wypasionego elektronicznego cacuszka za grube pieniądze jest bardziej wychwalane niż samodzielnie zrobiony prezent, którego przygotowanie na pewno zajęło więcej uwagi i pracy (a już na pewno zadania pytania - &quot;dlaczego to robię ?&quot;) niż pójście do sklepu i beztroskie wydanie mnóstwa pieniędzy ?
Irytuje mnie, że promuje się takie bezmózgie działania i kreuje od urodzenia dzieci na ludzi, którzy w przyszłości będą niezadowoleni z życia jak nie dostaną z okazji rocznicy wypadnięcia pierwszego zęba prezentu za 5000PLN. Bo do tego to wszystko dąży - to takich idiotycznych sytuacji.
Najgorsze jest jednak to, że to błędne koło będzie trwać nadal, bo 99.9% ludzi brak jednej istotnej rzeczy, ale o tym napiszę pośrednio w następnym wpisie.
</description><pubDate>Sun, 18 May 2008 13:54:49 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/05/18/czy-tylko-mnie-to-drazni/</guid><category>Do przemyślenia</category></item><item><title>jeszcze żyję ;)</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/05/02/jeszcze-zyje/</link><description>Dawno tu nic nie pisałem, bo i nie było na to zbytnio czasu. Kwiecień zleciał mi strasznie szybko, bo i sporo pracy było. Zgłębiłem tajniki obsługi FAT12 via Asembler, na zajęciach z Podstaw Elektroniki i Miernictwa (PEiM) wreszcie miałem ćwiczenie w którym wiedziałem o co chodzi (bramki logiczne ^^), laborki z fizyki stały się lekkim zakończeniem tygodnia (już się zorientowaliśmy co w sprawku przejdzie, a co nie ^^), a na tenisie nadal nie wychodzi mi serwowanie :P
Pozostałe przedmioty jakoś przeżyłem :P Generalnie laborki z podstaw C++ nie są zbyt porywające zwłaszcza, że zadania są cały czas podobne jeżeli chodzi o budowę, tylko dochodzą różne dziwne metody rozwiązywania. Nie ukrywam, że szczególnie dobijający jest stale powtarzający się motyw pisania czegoś &quot;bo tak ma być i koniec&quot; - i przykładowo zamiast funkcji rekurencyjnej zajmującej dwie linijki, musiała się pojawić kobyła długości 9 linijek, bo prowadzący chcieli zobaczyć czy ja rzeczywiście konstrukcję instrukcji switch umiem ^^&quot;, no ale do tego się już przyzwyczaiłem i jakoś te uroki laborek znoszę ;)
Ogólnie póki co jakimś cudem zaliczyłem wszystkie kolokwia (znaczy wyników jednego jeszcze nie znam, ale mam cichą nadzieję zaliczyć), a ogólnie to nawet jeszcze chyba żadnej państwowej oceny (3) nie dostałem co w sumie przy moim dość olewającym podejściu do niektórych spraw związanych ze studiami jest dość niezwykłe :D
W maju z tego co mam w kalendarzyku studenta zanotowane, też będzie ciekawie - 9 maja wybieram się na turniej siatkówki. Oczywiście nie będziemy walczyć o najwyższe laury, chodzi po prostu o to by zaliczyć tzw. event sportowy, który jest warunkiem koniecznym do uzyskania zaliczenia z wf na drugim semestrze (pomysł idiotyczny, ale jak mus to mus), a nie uśmiecha mi się Bieg Rektora na dystansie 2.5km XD.
Poza tym czeka mnie standardowe zaliczanie programów w C++, Asemblerze i Perlu (lepsze to niż kombinacja BASH+AWK XD ), a chyba jedynym i przy okazji największym wyzwaniem będzie kolokwium z matematyki - niby pod koniec maja dopiero, ale ja już czuję, że powinienem zacząć się tej matmy uczyć (obiecuję sobie, że zacznę się jej uczyć od lutego XD).
No, a teraz wracam dalej do roboty - muszę przygotować beta wersję dość rozbudowanego komponentu dla Joomla! do końca tygodnia ;)
</description><pubDate>Fri, 02 May 2008 00:32:38 +0200</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/05/02/jeszcze-zyje/</guid><category>Ogólne</category><category>Uczelnia</category></item><item><title>Tak à propos Windows Vista</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/03/21/tak-apropo-windows-vista/</link><description>Vista - ta nazwa z reguły wywołuje szyderczy uśmiech na twarzach &quot;miłośników&quot; firmy z Redmond. Nie wspomnę o reakcjach przypadkowych ludzi, którzy wlepiają na uczelni oczy w monitor laptopa - &quot;Jak można tego używać ?&quot;, &quot;Dlaczego nie używasz XP ?&quot; itp. itd. I w sumie jest to motyw dla którego piszę ten wpis - z pewnością moja opinia będzie o wiele bardziej obiektywna niż opinia ludzi (choć nie zabraknie subiektywnych odczuć), którzy ten system znają tylko z widzenia, coś się nasłuchali, coś od siebie dopowiedzieli, a których głównym hobby jest wrzucanie na Microsoft, mimo że sami po cichu korzystają z produktów tej firmy (mniej lub bardziej legalnych).
Jeszcze zaznaczę, że mój wpis odnosi się do wersji Home Premium.
Pierwszym wielkim osiągnięciem Visty na dysku mojego laptopa jest fakt, że jeszcze jej nie wywaliłem ;) Jest to wyczyn, bo po tym co się naczytałem o tym systemie to już dawno powinienem ją wywalić z wielkim hukiem, bo nie mógłbym na niej normalnie pracować. No cóż, pracuję na niej już prawie miesiąc i żyję, nie mam poobgryzanych palców z nerwów czy powyrywanych włosów z głowy - pierwszy sukces ;)
Oczywiście nie obyło się bez paru ingerencji w system - miałem wersję preinstalowaną więc poświęciłem godzinkę na wywalenie ton zbędnego softu jakim obdarowała mnie firma Sony, a dodatkowo wykorzystałem jakże wyszukaną frazę &quot;optymalizacja windows Vista&quot; w znanej chyba każdemu internaucie wyszukiwarce, by ułatwić sobie życie.
I po tych małych udogodnieniach pozbyłem się paru denerwujących bajerów (część z nich była już w Windows XP SP2, gdzie spotkał je podobny los). Później prawdę powiedziawszy już tylko instalowałem oprogramowanie i nie ingerowałem już zbytnio w system (no chyba, że dostosowywałem wygląd katalogów).
Kompatybilność
Kompatybilność to coś o co bałem się najbardziej. Na szczęście jak się okazało zdecydowana większość programów, których używam działa bez zarzutu pod Vistą. Dostrzegłem jedynie małe problemy z Notepadem++, który lubił się otwierać z pustą zakładką, mimo że otwierałem plik, ale mam dobrą wiadomość - ostatni update prawdopodobnie zlikwidował ten problem, bo już go nie zaobserwowałem po aktualizacji. Właściwie jedyny większy problem to fakt, że nie ma póki co żadnej prostej metody by zainstalować IE6 pod Vistą. Co prawda znalazłem jakiś opis, ale szczerze mówiąc nie chciało mi się go jeszcze testować, w każdym razie na pewno łatwiej instaluje się poprzednie wersje IE na Windows XP. No ale już nad tym ludzie pracują, więc prawdopodobnie ta moja jedyna (póki co) bolączka związana z kompatybilnością zostanie rozwiązana :)
Wydajność
W kwestii wydajności na Vistę gromy sypały się od dawna - nie będę tu nikomu wmawiał, że to kłamstwa, bo to nie kłamstwa - ten system wymaga posiadania 2GB pamięci operacyjnej do komfortowej pracy. Oczywiście można tu długo narzekać na ten poważny defekt, ale z drugiej strony muszę zauważyć, że jeżeli ktoś wykorzystuje komputer do pracy i ma wspomniane 2GB pamięci (w sumie 1.5GB wystarczy) to nie będzie miał powodów do narzekań - ja nie mam. Być może oszczędnie gospodaruję RAM-em, bo przez kawał życia pracowałem na 320MB RAM i w sumie nigdy nie udało mi się zapchać 1GB RAM z mojego ostatniego PC, dlatego też w sumie jakoś nie wzrusza mnie, że Vista na starcie pochłania 700MB RAM (oczywiście wszystko zależy od ilość programów uruchamianych na starcie), bo wiem, że do tych 2GB jeszcze bardzo daleko :) Ogólnie na moim laptopie ten system pracuje normalnie - bez przycięć, a czas uruchamiania jest całkiem przyzwoity, ale w sumie na to prawie nigdy nie patrzyłem, bo gdy się uruchamia komputer raz dziennie to fakt czy trwa to 1 minutę 12 sekund czy 2 minuty i 23 sekundy (w rzeczywistości trwa to o wiele krócej, ale nigdy nie mierzyłem tego dokładnie ;) ) nie drażni, oczywiście wszystko zależy od podejścia, ale mnie już młodzieńcze zapędy by optymalizować system do granic możliwości już raczej przeszły bo więcej czasu stracę na ową optymalizację niż realnie zyskam :)
Stabilność
Jeżeli chodzi o stabilność to także nie mam co narzekać - laptopa użytkuję dość intensywnie, ale póki co żadnego niespodziewanego padu systemu czy restartu jeszcze nie zaliczyłem. W XP takie sytuacje zdarzały się czasem, ale też względnie rzadko. Na podstawie aktualnych doświadczeń mogę powiedzieć, że Vista jest kontynuatorem stabilnej w działaniu serii XP (oczywiście wszystko zależy od użytkownika, mnie XP nie sprawiał właściwie żadnych problemów w zakresie stabilności działania).
Wygląd
Pora przejść do największej zalety tego Windowsa, czyli jego wyglądu - mnie osobiście bardzo przypadł do gustu interfejs Aero, a patrząc na czasami nieudolne jego kopie dla GNOME'a to myślę, że akurat ten element przypadł do gustu wielu użytkownikom Linuksa ;) Oczywiście tu znowu wszystko zależy od preferencji - jednemu wystarczy czarno biała konsola do pracy, a drugiemu nie. Ja jestem z tych użytkowników, którym miło się pracuje gdy okienka są ładne, a i ikonki nie straszą pikselowatym wyglądem. Całkiem fajnym dodatkiem jest pokazywanie w ikonce folderu jego zawartości - od razu widać czy folder jest pusty czy nie i co ewentualnie mniej więcej zawiera. No i to rozmycie elementów pod &quot;szklanymi&quot; elementami okna - to taki &quot;smaczek&quot; interfejsu potęgujący miłe wrażenia. Ogólnie jeżeli chodzi o wygląd to czepiać się mogą tylko Ci, którzy są fanami wydajności lub nie lubią takiego stylu, ale wszystkich zadowolić się nie da ;)
Użyteczność interfejsu
Na polu użyteczności interfejsu według mnie nowy Windows mocno przebija poprzednika - łatwy dostęp do wyszukiwarki, o wiele wygodniejsze menu start, wiele nowych opcji w okienku przeglądania folderów czy możliwość łatwego oceniania, opisywania materiałów multimedialnych, bez instalowania zbędnego oprogramowania. Ogólnie odczuwam sporą poprawę w wygodzie użytkowania systemu, a przede wszystkim łatwo się z tymi zmianami oswoiłem. Oczywiście wszystko zależy od użytkownika - na pewno niektórym zmiany nie przypadną do gustu, albo będzie się im ciężko oswoić z nimi, ale tutaj podobnie jak w kwestii wyglądu - ciężko wszystkich zadowolić :)
Ogólne wnioski
We wpisie przedstawiłem pięć najistotniejszych dla mnie aspektów nowego systemu Microsoftu. Nie jest to z pewnością produktu idealny, ale nie jest też on tak tragiczny jak niektórzy to opisują. Ja osobiście mam cichą nadzieję, że w kolejnym windowsie MS skupi się na wydajności systemu co w połączeniu z rozwiązaniami związanymi z wyglądem i interfejsem znanymi z Visty da naprawdę dobry produkt. W każdym razie Vista nie jest tak zła by nie dało się jej używać, a z pewnością wraz z kolejnymi aktualizacjami, część niedostatków zostanie poprawiona dając w rezultacie co najmniej przyzwoity system operacyjny.
</description><pubDate>Fri, 21 Mar 2008 19:55:55 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/03/21/tak-apropo-windows-vista/</guid><category>Do przemyślenia</category></item><item><title>Mój ostatni nabytek</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/03/08/moj-ostatni-nabytek/</link><description>Przez swoje ostatnie zajęcia nawet nie miałem czasu wspomnieć, że przeniosłem się na bardziej mobilną platformę - Sony VAIO NR21M/S.
Długo się zastanawiałem nad zakupem... Wersji było kilka - od Mac booka do 12.1&quot; Fujitsu-Siemens... Ostatecznie zdecydowało pierwsze wrażenie - gdy zobaczyłem tego laptopa poczułem, że właśnie go chcę kupić ;D Może i większy od Fujitsu-Siemens, ale na pewno porządniej wykonany, a zresztą jeżeli chodzi o wygląd to spokojnie może konkurować z Mac bookiem - szczerze mówiąc za tą cenę to nic piękniejszego i tak bym nie znalazł, a wydawanie 1000 zł tylko po to by mieć na pokładzie Mac OS wydaje mi się po tygodniu używania mojego Sony po prostu idiotyzmem ;P (aż mi teraz żal tych niektórych napalonych miłośników jabłuszka ;) ).
Jeżeli chodzi o elementy składowe to jedyną wadą jest karta graficzna - Intel X3100. Pozostałe komponenty są dla mnie w sam raz, a czasami może nawet na wyrost (2GB RAM, 200GB HDD), ale w dłuższej perspektywie czasu pewnie i tak przestaną mi wystarczać.
Dużą zaletą tego laptopa jest jego bateria - spokojnie można na niej pracować 4h, a z tego co mi wiadomo przy dobrym ustawieniu opcji można dojść do 7 godzin w co jestem skłonny uwierzyć ;)
Jak już wspominałem bardzo przypadła mi do gustu obudowa - srebrna, z miłą w dotyku perforacją. Nie widać na niej śladów palców i generalnie prezentuje się bardzo ładnie :) Ogólnie widać, że nie jest to jakaś tandeta tylko porządnie wykonana obudowa.
Jako systemu używam Visty, ale o niej napiszę w kolejnym wpisie jak znajdę chwilkę czasu - przedwcześnie mnie za to nie linczujcie ;)
Nad detalami nie będę się tutaj rozwodził, ale jak ktoś będzie chciał kupić laptopa w cenie 3k zł to osobiście gorąco polecam ten model - w razie czego mogę opowiedzieć o szczegółach użytkowania ;)
</description><pubDate>Sat, 08 Mar 2008 16:37:51 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/03/08/moj-ostatni-nabytek/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Czasami lepiej sobie sytuację rozrysować...</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/24/czasami-lepiej-sobie-sytuacje-rozrysowac/</link><description>Po pierwszym tygodniu zajęć byłem trochę taki przytłumiony, a może i nawet lekko wystraszony, bo jednak sytuacja wyglądała tak jakby systemy operacyjne i laborki z asemblera miały za zadanie odsiać sporą część studentów (i pewne tak ma być :P). Oczywiście po całym tygodniu byłem załamany tym, że trzeba będzie zacząć się naprawdę uczyć (taaaa :D)...
Na szczęście wpadłem na pomysł by to sobie rozrysować &quot;na szybko&quot;... Co się okazało - nie jest tak źle jak się obawiałem. Właściwie to muszę być &quot;w gotowości&quot; przez trzy dni w tygodniu, przez dwa pierwsze dni tygodnia, raczej nic strasznego mi nie grozi ;) Najgorszy jest piątek, bo trzeba będzie dwa sprawozdania z fizyki przygotować, co mi się średnio widzi, ale zobaczymy jak to wygląda w praktyce...
W każdym razie znów sprawdziła się moja obserwacja iż gdy mam złudzenie, że jest strasznie dużo do zrobienia itp. to warto sobie to wszystko rozpisać/rozrysować. Nagle okazuje się, że nie jest tak źle jak to pierwotnie wyglądało podczas wstępnej analizy ;) Wszystkim zasypanym różnymi zajęciami polecam tą metodę, jeżeli jeszcze jej nie stosują ;)
P.S.: Nie zmienia to faktu, że trzeba w końcu zrozumieć Asemblera :/ Jeżeli chodzi o materiały w sieci to bieda straszna zwłaszcza, że jak czytałem jakąś książkę to ja (laik asemblerowy) znalazłem w niej błędy (!) I jak tu się uczyć języka gdzie jedna literka w tą czy w tą robi wielką różnicę ?
</description><pubDate>Sun, 24 Feb 2008 01:08:06 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/24/czasami-lepiej-sobie-sytuacje-rozrysowac/</guid><category>Uczelnia</category></item><item><title>Drugi semestr...</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/19/drugi-semestr/</link><description>Wczoraj zacząłem drugi semestr studiów na PŁ... Wykład z Podstaw Elektroniki i Miernictwa znudził mnie w rekordowo szybkim czasie 15 minut... Dziś miałem niewiele bardziej porywający wykład z Architektury Komputerów... Do tego jutro mam ponoć jakiś test z angielskiego (dziś się dowiedziałem - szybki przekaz informacji na PŁ rządzi) i na laborkach z Architektury Komputerów rozpoczynam boje z Assemblerem... (to tak apropo zasłyszanej dziś plotki, że architektura komputerów ma największy udział w &quot;odsiewie&quot; studentów na 2. sem.)...
Dodatkowo w ramach w-f zapisałem się na tenisa ziemnego (taaa.... też się w sumie do tej pory zastanawiam czemu akurat tą specjalizację wybrałem XD)... Z matematycznych przedmiotów ponoć tylko matematykę II mamy, ale za to doszła nam Fizyka i wspomniane Podstawy Elektroniki i Miernictwa... Sam nie wiem co gorsze...
Czuję, że to będzie dziwny semestr...
</description><pubDate>Tue, 19 Feb 2008 21:29:42 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/19/drugi-semestr/</guid><category>Uczelnia</category></item><item><title>Święto oczoj******* koloru...</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/14/swieto-oczoj-koloru/</link><description>Siedzę dziś od rana intensywnie pisząc w Google Docs kolejną część kursu MooTools 1.2 i po jednym z odświeżeń interfejsu widzę... no właśnie to widzę... Ja rozumiem, że w Google pracują ludzie z poczuciem humoru i w ogóle, ale to już jest przegięcie - z okazji ostatnich świąt nikt nie katował mnie zielonym, choinkowym designem tej aplikacji, a dziś muszę ją oglądać w tym jak to by niektórzy ujęli &quot;słitaśnym&quot; kolorku... Z bashem zrobili to samo...
Czy naprawdę to stricte komercyjne pseudo-święto musi wypalać moje gałki oczne tymi kolorami ?
Dobrze, że chociaż ten design nie miga jak na niektórych &quot;różowych&quot; blogach onetu, bo wtedy już bym się nie dziwił dlaczego 14 lutego to także Międzynarodowy dzień chorych na padaczkę :P
</description><pubDate>Thu, 14 Feb 2008 10:06:06 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/14/swieto-oczoj-koloru/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>&quot;Ferie&quot;</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/10/ferie/</link><description>Jest chwila czasu to mogę zakomunikować, że ciągle żyję :P Aktualnie przestawiam się z trybu 8-12h snu na dobę do starego dobrego trybu 5-7h snu... W sumie to o ile wczoraj aż mnie nosiło, dziś od rana jestem jakiś przytłumiony i musiałem postawić na wspomaganie w postaci kawy, bo mam do napisania kilkanaście stron tekstu - kurs MooTools 1.2 (jutro będzie w końcu wpis o Function i Event ), dokumentację do pracy i jeszcze jeden kurs, ale to to akurat tajne :P
Ogólnie roboty tyle, że głowa mała... Skończę jeden moduł do Joomla! to można już pisać następne i tak w kółko, bo ja za dużo pomysłów na nie mam... Aktualnie leży na moim biurku kartka A4 zapisana modułami, pluginami i komponentami dla Joomla! 1.5 . Ale im więcej zrobię teraz tym więcej luzu później w czasie trwania semestru... Dobrze, że mi chociaż koncepcji na rozwiązania nie brakuje ;)
W sumie najgorsze jest to, że ciągle nie mam czasu na przeczytanie dwóch świetnych książek związanych z tworzeniem stron WWW, a w czasie okienek na uczelni pewnie nie zdążę, bo prawdopodobnie na przełomie luty-marzec nabędę laptopa - więc już w ogóle nie będzie czasu na tego typu rozrywki ;)
Na razie muszę sobie sklecić na szybko jakąś webaplikację do zarządzania zadaniami, bo już się gubię w tym co mam jeszcze do zrobienia ;] Pewnie nawet bez rozbudowanej strony server-side by ograniczyć czas potrzebny na jej napisanie ;) Jak coś sklecę to pewnie się pochwalę ;) Miłego końca weekendu :)
</description><pubDate>Sun, 10 Feb 2008 20:16:59 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/10/ferie/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Urlop ;)</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/03/urlop/</link><description>Jutro z samego rana wyjeżdżam do Krynicy Zdrój na 5-dniowy urlop w czasie którego będę odpoczywał od wszystkiego co związane z Internetem :P Jeżeli ktoś ma do mnie jakieś sprawy to proszę się zgłaszać dopiero koło piątku/soboty (8-9 luty) wcześniej i tak mnie nie zastaniecie ;) Wybrańcy (ci którzy znają mój numer telefonu) mogą w akcie desperacji słać SMS-y lub dzwonić, ale i tak podkreślam, że helpdesk jest nieczynny już od teraz do soboty :P
Miłego tygodnia życzę ;)
</description><pubDate>Sun, 03 Feb 2008 21:27:55 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/02/03/urlop/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Po pierwszej sesji w karierze ;)</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/01/31/po-pierwszej-sesji-w-karierze/</link><description>Z dniem dzisiejszym skompletowałem wpisy na karcie egzaminacyjnej i mogę już się wczuwać w rolę studenta Politechniki Łódzkiej na drugim semestrze ;) Właściwie gdyby nie małe przygody z analizą matematyczną, to poszłoby bardzo gładko ;) W poniedziałek wyjeżdżam odpocząć, ale mam cichą nadzieję, że w weekend uda mi się zreaktywować kurs MooTools 1.2 ;) Zwłaszcza, że z okazji ferii dostałem małego kopa energetycznego :D
</description><pubDate>Thu, 31 Jan 2008 17:09:32 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/01/31/po-pierwszej-sesji-w-karierze/</guid><category>Uczelnia</category></item><item><title>Uwielbiam takie dni...</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2008/01/05/uwielbiam-takie-dni/</link><description>Ostatnie dni i wiele następnych wygląda/ć będzie mniej więcej tak - ADA, PHP, Matematyka dyskretna, AJAX, ADA, Matematyka Dyskretna, PHP, AJAX, TPI, AJAX, całki, całki, całki, AJAX, całki, całki, całki, całki, PHP, AJAX, całki, całki, WDI, Algorytmy (jakieś grafy , lasy, drzewa), całki, całki, całki, całki, całki, macierze, całki, całki, całki, całki, pochodne, granice, całki, całki, całki, całki, całki, całki, całki... Miejmy nadzieję, że 21 stycznia odpadnie wszystko co nie jest PHP, AJAX, JS, XHTML, CSS (to mnie nigdy nie opuści ) :P
Krótko mówiąc nie dziwcie się, małą aktywnością blogową i jabberową/gadugadową [XD]... Sesja + praca to wybitnie ciężkie połączenie, ale nie takie rzeczy już się przeżywało :D
</description><pubDate>Sat, 05 Jan 2008 19:19:03 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2008/01/05/uwielbiam-takie-dni/</guid><category>Ogólne</category><category>Uczelnia</category></item><item><title>Apropo nasza-klasa.pl</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2007/12/28/apropo-nasza-klasa-pl/</link><description>Nie pokazujcie znajomym swoich fajnych koleżanek na nasza-klasa.pl krótko przed 4 nad ranem - zaoszczędzicie im wielu emocji :D
</description><pubDate>Fri, 28 Dec 2007 04:58:23 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2007/12/28/apropo-nasza-klasa-pl/</guid><category>Humor</category></item><item><title>Świątecznie o tym co mnie śmieszy (czyli Cz. II)</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2007/12/26/swiatecznie-o-tym-co-mnie-smieszy/</link><description>Tym razem głównym motywatorem do wpisu jest również serwis Wykop.pl i jego uzytkownicy :) Od razu uprzedzam, że wpis zawiera nutę ironii :P Poza podsumowaniem...
Tym razem chodzi o ten link.
Generalnie już samo powoływanie się na artykuł z niezwykle obiektywnej w sprawach KK gazety &quot;Trybuna&quot; jest śmieszne, ale jeszcze bardziej zabawny jest fakt, że ów kontrowersyjny wydatek zafundował nam rząd, który miał zastąpić rządy PiS, które kojarzą się wielu (zwłaszcza młodym gniewnym) Polakom z ciemnogrodem... No cóż ... jak widać los bywa złośliwy... Oczywiście Ci którzy głosowali ostatnio na PO mogą to sobie w różnoraki sposób tłumaczyć, najważniejsze by poczuli się lepiej ;)
Oczywiście jak zwykle okazuje się, że mamy w kraju wielu geniuszy, którzy AKURAT opisywane 30mln zł spożytkowali by o wiele lepiej niż wydając je na jakąś monumentalną budowlę... Brawa dla nich - startujcie do sejmu i pokażcie wszystkim jak powinno się gospodarować pieniędzmi by żyło się lepiej... wszystkim :P
Wiem, że pewnie wielu z tych, którzy w ostatniej dyskusji tak namiętnie mi wmawiali jaki to KK jest zły (notabene gdyby nie KK to wczoraj siedzieli by w pracy/szkole/uczelni, a nie dyskutowali) teraz mają tak podwyższone ciśnienie, że im niedługo pęknie żyłka łącząca mózg z pięścią. A ja im napiszę to co mi oni pisali wczoraj/przedwczoraj - na siłę sobie szukacie w Internecie rzeczy, które Was bulwersują :P Zaparzcie sobie meliskę, zrelaksujcie przy ulubionej muzyczce, szkoda serca...
Zanim o pieniążkach będzie to jeszcze o jednym z komentarzy, który mnie rozbił zupełnie :P - jeden z użytkowników zacytował fragment stepów akermańskich po czym wyskoczył z tekstem:

Ja zesłany nie zostałem, ale opuściłem kraj i mimo wszystko tęskno mi do niego. Tutaj się wychowałem, tu zostawiłem rodzinę i przyjaciół. Przez takie czarne pijawki, żyć się tu nie da. Ten fragment wiersza skojarzył mi się z tym, że jeszcze nie czas wracać.

Gdyby nie to, że miałem dziś obfite śniadanie to bym spokojnie zaliczył ROTFL'a po podłodze :D Dlaczego ? Bo owszem propagandę KK można uznać za groźną, ale propaganda ludzi antyKK jest jeszcze groźniejsza :D Ostatecznie nie wiemy czy pani od pytania na wspominanym ostatnio forum katolickim rzuciła chłopaka itd. A tutaj mamy żywy dowód na to, że przez głosy antyKK ludzie wyjeżdżają z kraju, zostawiają rodziny :D
Ja jestem chyba niewiarygodnym szczęściarzem - księża mnie nie molestowali, nie żądają ode mnie na tacę, nie jestem zmuszany do słuchania RM i w ogóle jakoś gdyby nie Internet i te głosy przeciwko KK to bym zapomniał o tej instytucji, no chyba, że bym siedział do 6 nad ranem i usłyszał dzwony z oddalonego (na szczęście :P) o parę km kościoła...
W sumie wiadomo - wstyd się przyznać, że chodziło o kasę/warunki bytowe, a tak nie dość, że można sobie znaleźć jakiś ważny powód to przy okazji od razu jest wrzuta na KK - normalnie 2in1 :D
Oczywiście zostaje 0.001% szans, że ten pan miał problemy z zakupami w sklepie osiedlowym, bo pani sklepikarka uznała iż niewiernym sprzedawać nie będzie... XD
Wróćmy do tematu 30mln zł. Jak już wspominałem na wykopie mamy już kilkunastu kandydatów na ministrów - dajcie cynk premierowi :P Jeżeli zaś chodzi o same pieniądze - o wiele więcej pieniędzy się zmarnowało przy różnego rodzaju inwestycjach, ale jak zwykle wykopowicze przyczepili się do tych wydanych na coś związanego z KK. Ja proponuję by konsekwentnie wykopowicze oprotestowali też wszelkie inne inwestycje z których 100% obywateli nie korzysta - nie dajmy się robić w konia i nie pozwólmy marnować pieniędzy na coś z czego MY nie skorzystamy :D
Swoją drogą jeden z użytkowników komentarzem:

Wszyscy składają się również np. na Muzeum Żydów Polskich, 3x więcej niż ŚOB. Konsekwentnie potępisz? Albo jesteś hipokrytą i uważasz, że jedne projekta można z forsy podatników opłacać a drugie już nie, nawet gdy &quot;stoi&quot; za nimi mniejszość kilkadziesiąt raz większa niż Żydzi?

I późniejszą ripostą na tekst:

Hej hipokryto, w Muzeum Żydów Polskich będą odprawiane modły do JHVH? będzie to świątynia jakiejś-tam religii? nie? no to shut-up i do budy

tj. :

Tak, ma być również bożnica, a znaczna część ekspozycji odnosić się będzie (siłą rzeczy) do judaizmu. I co tera? A w ogóle to co to za kryterium? Bo jedynym takowym w kwestii budowania za publiczne powinno być to czy podatnikom się podoba czy nie. Bo to ich forsa.

W sposób zaiste piękny zaprezentował kim są ludzie wykopujący takie linki :) (tip: motyw owieczek się znów kłania :D)
Podsumowanie
[Pstryk] - [mode ironia off] Podsumujmy :)
Powyższy wpis miał na celu zaprezentowanie faktu iż w działaniach ludzi nastawionych antyKK można dostrzec podobne lub nawet identyczne zdarzenia jak w wypadku opluwanej propagandy KK. To co wytykane jest mi mogę wytknąć tym, którzy mi wytykają to samo. Wniosek jest banalny - można tak bez końca :) Problem polega na tym, że katolicy WIERZĄ, że Bóg jest, a ateiści WIERZĄ w to, że Boga nie ma - nikt nie udowodnił i raczej nie udowodni w sposób naukowy, że jedna ze stron ma rację :) Dlaczego raczej ? Bo nigdy nie wiadomo czy wiemy już wszystko... I właściwie łatwiej jest udowodnić niż Bóg istnieje niż to, że go nie ma :) (Bo tego drugiego zrobić się po prostu nie da, ze względu na to, że nie wiadomo czy wiemy już wszystko :) )...
PS. Miałem wyłączyć komentarze tym razem, ale skoro mamy tą wolność słowa, to nie zamykam :)
</description><pubDate>Wed, 26 Dec 2007 15:58:00 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2007/12/26/swiatecznie-o-tym-co-mnie-smieszy/</guid><category>Do przemyślenia</category></item><item><title>Świątecznie o tym co mnie drażni... Cz. I</title><link>http://miniblog.dziudek.pl/2007/12/25/swiatecznie-o-tym-co-mnie-drazni-cz-i/</link><description>Zaczyna się pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, wczoraj tj. 24 grudnia miało miejsce parę małych zdarzeń, które mnie poruszyły i skłoniły do napisania dwóch wpisów o nich... Zacznę od bardziej drażliwego tematu, czyli tego jak ludzie potrafią wykazać się wyczuciem chwili...

Powyższy obrazek jest esencją tego co mnie tak rozdrażniło... Esencją, bo tego typu motywy można spotkać w wielu innych miejscach w Internecie, ale pewne elementy tego obrazka są wręcz niezastąpionym dowodem ludzkiej głupoty czy też jej odmiany czyli owczego pędu...
Muszę dodać to od razu, by uniknąć nieporozumień - moje związki z KK są aktualnie nikłe, nie jestem fanatycznym obrońcą wiary, jestem obrońcą czego innego, ale o tym dalej...
Skupmy się na trzech zaznaczonych elementach pokazywanego obrazka:

Nie wnikam tak naprawdę co kryje się pod prezentowanym linkiem, nie wnikam czy opis tego &quot;znaleziska&quot; ma związek z prawdą czy nie, to jest tutaj absolutnie nieważne... Wiem za to, że sam tytuł, data i ilość wykopujących prezentowany link osób można delikatnie opisać jednym słowem - nietakt.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że w Internecie panuje pełna swoboda i wolność słowa, że każdy może powiedzieć co tylko zechce, ale moi drodzy internauci - są pewne granice, których NIE WYPADA przekraczać... Niektórzy tak się zachłysnęli ową wolnością słowa, że zapomnieli o wszelkich granicach...
Do czego zmierzam ? Życzę Wam byście NIGDY w życiu nie doświadczyli tego czego doświadcza teraz wielu katolików na różnych stronach internetowych - byście NIGDY nie czuli się ośmieszani, szykanowani, gorsi od innych ludzi... Nie ukrywam, że to co zrobili użytkownicy serwisu Wykop.pl (i wielu innych autorów blogów/stron WWW) jest na poziomie dziecka z podstawówki lub początków gimnazjum - chcieli za wszelką cenę zepsuć innym ich świąteczny nastrój... Zrobili to w taki sam &quot;uroczy&quot; sposób jak ekshibicjoniści wbiegający nago na murawę stadionu by pokazać wszystkim swoje &quot;wdzięki&quot; i przy okazji doświadczyć z tego powodu rozkoszy kosztem innych...
Wniosek powinien być jasny, ale i tak go sformułuję - możesz myśleć sobie na dany temat co chcesz, nikt Ci tego nie zabroni, ale wyrażając swoje myśli zastanów się czy moment kiedy to robisz jest na to odpowiedni.
Życzę wszystkim, by nie brakło nam szacunku dla innych ludzi, zwłaszcza tych o innych niż nasze poglądach. By nie brakło nam rozsądku przy wyrażaniu swoich myśli. Spędźmy ten wolny czas nie tylko na leniuchowaniu, rozrywce, ale też wygospodarujmy chwilę na to by przemyśleć co robimy źle, co można w sobie poprawić, zmienić tak by innym ludziom żyło się z nami lżej, milej, spokojniej... Nie wymagam tu cudów, bo to są sprawy, które mają szansę zaistnieć przy odrobinie naszej chęci i mentalnego wysiłku...
</description><pubDate>Tue, 25 Dec 2007 01:18:22 +0100</pubDate><guid>http://miniblog.dziudek.pl/2007/12/25/swiatecznie-o-tym-co-mnie-drazni-cz-i/</guid><category>Do przemyślenia</category></item></channel></rss>
