Niewiedza to błogosławieństwo (zapewne cz. 1)
06 sierpnia, 2008
Przeglądając dziś onet trafiłem na artykuł mówiący o udarze oka. Sprawa o tyle nieciekawa, że można stracić wzrok (a właściwie jego połowę) w kilka godzin. Dodatkowo można wyczytać, że to schorzenie dotyka około 50 000 osób rocznie. Niby niewiele jak na ogólną ilość osób w populacji, ale ja swego czasu (oj dawno to było) miałem zapędy by zostać lekarzem (kręciła mnie neurochirurgia), ale ostatecznie jakoś ten zapał mi przeszedł. Niemniej jednak sporo czytałem o różnych chorobach, ich przyczynach, przebiegu i skutkach - jest ich od groma, a co rusz pojawiają się nowe.
Przerażający wydaje się w tym wszystkim fakt, że nie należy się pytać czy na coś zachorujemy, ale kiedy zapadniemy na jakąś chorobę lub takowa się ujawni (a tego typu chorób jest mnóstwo i z reguły są z gatunku tych najgroźniejszych). Dlaczego ? Bo wszystkich czynników chorobotwórczych nie da się uniknąć zwłaszcza, że w wielu wypadkach one sobie zaprzeczają. A nawet jak się znajdzie jakiś złoty środek, to wykończą nas czynniki zewnętrzne - stres w pracy (lub stres związany z lękiem przed chorobami ^^), życiowy partner, rodzinka, znajomi lub osobnicy, których nawet nie znamy, ale mający ochotę właśnie na nas się wyżyć. Można by się ukryć w buszu, ale ponoć od tego można zapaść na szereg chorób psychicznych związanych z brakiem kontaktu z innymi ludźmi.
W czasach w których nawet leki szkodzą (swoją drogą przeraża mnie ilość ludzi biorących środki znieczulające na zwykły ból głowy - ja osobiście tego typu środki zostawiam na ból głowy, który jest na granicy mojej wytrzymałości, a nie na lekki ból spowodowany pogodą itp. w końcu leki to nie dropsy, ale niektórzy o tym zapominają), trzeba według mnie mieć w poważaniu myśli o tym jakie choroby nam grożą, bo próby zapobiegania im mogą co najwyżej doprowadzić do nerwicy, gdy człowiek zda sobie sprawę z ilości zagrożeń dla swojego zdrowia. Statystycznie rzecz biorąc i tak nam jakaś choroba przypadnie prędzej czy później, pomimo naszych starań (przecież przykładowo na raka płuc chorują nie tylko palacze). A poza tym gdybyśmy chcieli się zbadać na obecność kilkudziesięciu najgroźniejszych chorób, to życia by nam nie starczyło na przyjemności (i pieniędzy też :P).
Dlatego właśnie niewiedza w tej kwestii to błogosławieństwo ;)
Komentarze do wpisu "Niewiedza to błogosławieństwo (zapewne cz. 1)":
1.
cimlik napisał(a):
06 sierpnia 2008, 18:32:31
Ja bym powiedział, że niewiedza to tylko jedno z błogosławieństw ;). Trzeba też utrzymać spokój po dostaniu wiadomości o chorobie.
2.
Dziudek napisał(a):
06 sierpnia 2008, 18:33:49
@cimlik – zależy jaka choroba, jak coś nieuleczalnego, to już i tak mało co ma znaczenie ;)
3.
cimlik napisał(a):
06 sierpnia 2008, 18:35:36
Dziudek: zawsze pozostaje pielgrzymka xD. A tak serio – niektórzy mają nawyk to panikowania przy byle katarze. Czasami wystarczy trochę rozsądku i walki z chorobą.
4.
Dziudek napisał(a):
06 sierpnia 2008, 18:37:24
@cimlik – zależy kto w jakie bajki wierzy xD A co do panikowania przy byle katarze – umiejętność zrobienia z kataru na tyle poważnej choroby, by nie trzeba było iść do szkoły jest według mnie dość przydatna :D
5.
cimlik napisał(a):
06 sierpnia 2008, 18:40:25
Dziudek: to już swoją drogą ^^. Jak bajka będzie dobrze opowiedziana, to dzień wolny od szkoły stanie się faktem.
6.
Feanor napisał(a):
06 sierpnia 2008, 20:02:22
Jest takie bardzo popularne schorzenie, które zwie się „hipochondria” i z tego względu nie lubię czytać o takich rzeczach:) Ale co ciekawe o ile przy byle „objawie” zaraz sobie wmawiałem nie wiadomo jakie choroby, to kiedy zachorowałem naprawdę (może nie jakaś super poważna rzecz, ale interwencja chirurgiczna była konieczna), to diagnozę przyjąłem z pełnym spokojem i wszystko raczej na luzie przeżyłem i od tego czasu już nic sobie nie wmawiam:)
Zresztą, niezaprzeczalną prawdą jest, że jeśli ktoś za dużo czyta o różnych chorobach, to prędzej czy później zacznie sobie coś wmawiać, zostanie hipochondrykiem. Z tego względu omijam z daleka wszelakie medyczne strony i nie czytam żadnych medycznych tematów na wiki:)
7.
maoam napisał(a):
06 sierpnia 2008, 20:23:29
Po cholerę się przejmować? Od czegoś musimy kiedyś przecież umrzeć. Nie chciałbyś chyba żyć wiecznie?
8.
Dziudek napisał(a):
06 sierpnia 2008, 20:32:14
@Feanor – nikt nie lubi o tym czytać chyba ;) Problem w tym, że o chorobach różnej maści pisze się chyba wszędzie. Na domiar złego co rusz jakieś fundacje dozują nam widoki chorych na których zbierają pieniądze, a co jakiś czas dochodzi do nas smutna wiadomość, że ktoś tam z bliższej/dalszej rodziny właśnie umarł na jakąś chorobę. Także uniknąć tematu się raczej nie da ;)
@maoam – no na tym naszym ziemskim padole to wieczne życie odpada, ale żyć za krótko też człowiek by nie chciał, bo trzeba swoje zdziałać, a los bywa złośliwy ;)
9.
maoam napisał(a):
06 sierpnia 2008, 20:36:34
Chodzi mi raczej o to, że to bez sensu jest. Jeśli zachorujesz idziesz się leczyć, jeśli nie to cieszysz się życiem.
Po co się przejmować? Widząc chorych w telewizji czy o nich czytając, powinno się współczuć, pomóc jak tylko się potrafi.
Poza tym ludzie giną nie tylko od zarazków, bakterii, czy guzów. Nie ustrzeżesz się nigdy…
Korzystaj z życia, ciesz się, baw. I nie stwarzaj sztucznych problemów, bo… Życie mija. :)
10.
Dziudek napisał(a):
06 sierpnia 2008, 20:37:56
@maoam – czyli krótko mówiąc – Carpe diem :)
11.
kutar napisał(a):
06 sierpnia 2008, 21:15:52
Piszą o chorobach, bo ludzie to czytają. Zauważ, w każdym numerze kolorowych czasopism jest pełno tego typu artykułów. Gdzieś widziałem takie zabawne stwierdzenie, ale jakże tu pasujące: ludzie nie chcą patrzeć na wypadek samochodowy, ale nie mogą się powstrzymać.
Po za tym, co nas nie zabije to nas wzmocni. Zwłaszcza, że wiedząc o istnieniu czegoś, możemy się przed tym zabezpieczyć. Ile razy słyszeliśmy, żeby robić badania profilaktyczne, gdyż czym prędzej zdiagnozuje się chorobę, tym większe są szanse wyleczenia.
12.
Dziudek napisał(a):
06 sierpnia 2008, 21:35:54
@kutar – no ale właśnie w tym problem, że jakby chcieć wykryć wszystkie niebezpieczne choroby to nie starczyło by czasu i pieniędzy ;) Bo co człowiek czyta o jakiejś chorobie to czyta, że takie i takie badania pomagają ją wcześnie wykryć. Tylko jak się przeczyta z 50 takich artykułów to się człowiek zaczyna zastanawiać „kiedy ?”, jak tu nie ma czasu na rodzinę o innych rzeczach nie wspominając :P
13.
kutar napisał(a):
06 sierpnia 2008, 22:02:59
Masz rację, do wszystkiego „nie starczyłoby życia”, ale nie robiąc nic, wybieramy IMO najgorsze. A nuż uda nam się uniknąć właśnie tego, co akurat zechce nas nękać :) Po za tym w wielu przypadkach wystarczy po prostu zdrowy rozsądek :)
14.
Trobin napisał(a):
07 sierpnia 2008, 00:11:11
Ja odpuszczę sobie rozważania egzystencjalno-filozoficzne i powiem tylko co mnie zainteresowało w tym artykule na onet.pl – Wprowadzili oni cewnik przez pachwinę aż do gałki ocznej. Brak mi słów…że też coś takiego jest w ogóle możliwe. To daje mi nadzieję, że jak zachoruję to jednak medycyna a swoje niezłe tricki i czasami może bardzo pomóc ;)
15.
Dziudek napisał(a):
07 sierpnia 2008, 00:14:06
@Trobin – no nie ukrywam, że miałem ciarki jak to przeczytałem zwłaszcza, że swego czasu widziałem cewnik u kolegi ze szpitalnej sali, który miał operację nerki – nie muszę chyba mówić, że ze względu na „trasę przebiegu” cewnika od tamtej pory narzędzie to nie kojarzy mi się zbyt dobrze ;)
Dodaj komentarz: