Kumulacja a religia
29 lipca, 2008
Nie będzie tu żadnych wywodów o tym jak wydać te 35 milionów złotych na lokalną parafię i potrzebujących, choć na to mógłby wskazywać trochę tytuł.
Chciałbym się tylko podzielić pewnymi spostrzeżeniami a propos związków gier losowych z religią właśnie. Bo szczerze mówiąc skojarzenia same mi się nasuwają, gdy widzę jak ludzie w prawie każdym wieku lgną do kolektur zapłacić tak zwany "podatek od marzeń", "podatek od złudzeń" itd.
Zastanówmy się co tak naprawdę skłania ludzi do wydania pieniędzy na obstawienie w losowaniu różnych kombinacji cyfr. Ja poza wyobraźnią innych decydujących czynników nie widzę, no bo na co innego może działać kwota na którą "zwykły nieśmiertelnik" zarabiający średnią krajową musiałby pracować prawie całe tysiąclecie (mniej więcej - jakby nie liczyć życia nam by nie starczyło), a szansa wygranej przy często stosowanej taktyce "chybił - i tak by nie trafił" i wydatku rzędu 2 zł ("przecież to tyle co nic, a można mieć 35 milionów") jest tak marna, że właściwie to każdy racjonalnie myślący człowiek by uznał, że szkoda nawet tych dwóch złotych, no chyba, że kogoś podnieca gramatura papieru z kolektury.
Ale podobnie jak w wypadku wiary w siłę wyższą tutaj racjonalne myślenie się wyłącza, bo te 35 milionów jest prawie tak samo atrakcyjne jak obiecywane w prawie każdej religii "życie wieczne w raju". I dla tej wizji niektórzy są gotowi stać często bardzo długo w kolejkach do kolektur i często nawet wydać na zakład dużo więcej niż te 2 złote, by "zwiększyć swoje szanse na wygraną". Nie muszę mówić, że na mszy także trzeba swoje odstać i potem nie pożałować pieniędzy na ofiarę, bo podobno od jakiegoś czasu brak datków jest traktowany jako grzech (wiadomo - trzeba jakoś owieczki zmusić do zrzuty na instytucję, która czasem coś pożytecznego robi, zresztą podobnie jak nasz monopolista w dziedzinie legalnych gier losowych - podobno coś dobrego robi, ale nie mnie to oceniać i to nie jest główny wątek mojego wywodu).
A z głównymi wygranymi jest w tej grze jest jak z cudami - kolega koleżanki znajomego przyjaciela stryjecznej ciotki od strony pradziadka przyrodniej siostry starszego brata szwagra kochanki wujka z Francji podobno wygrał (cuda związane z wiarą też podobno ktoś tam widział na żywo). O dołujących przypadkach ludzi z serii "gdybym posłał ten kupon to dziś byłbym milionerem" ("gdyby się nawrócił to dziś byłby w niebie, a tak smaży się w piekle") nie wspomnę, bo niejednego taka historia z nim w roli głównej wpędziłaby w chorobę.
Niektórzy wręcz kopiują wzorce stosowane w religii i na forach wypisują ile to by komu dali pieniędzy, a sobie to tylko XX% by zostawili - bo tacy oni są miłosierni i wrażliwi na tragedię innych ludzi. Z pewnością zaklinając w ten sposób rzeczywistość skruszą zimną i twardą jak metal "maszynę losującą" i skłonią ją do wylosowania właśnie tych cyfr, które skreślili. Oczywiście ja bym radził trochę się postarać, bo konkurencja w tej kwestii na forach jest ogromna - może pora wyjść z transparentem "Jak wygram te 35 milionów - daję wszystkim..." na ulicę - tego nikt jeszcze nie robił, a z pewnością byłoby to bardziej zauważalne niż głosy tysięcy nic nieznaczących nicków na forach internetowych...
A jak znowu wygra kto inny (byleby nie był to ktoś ze znajomych lub okolicy, bo zazdrość zeżre, że "tamtego brzydkiego półgłówka z naprzeciwka los obdarzył takim darem, a mnie nie") to dalej połowa społeczeństwa (podobno połowa kraju gra w Dużego Lotka) będzie się modliła do "maszyny losującej" by przy następnym losowaniu to na ich kombinację cyfr spojrzała łaskawiej. A gdy przypadkiem jedna z tysięcy modlitw zostanie wysłuchana (choć marne szanse - patrz rozdział "rachunek prawdopodobieństwa" w książce od matematyki z liceum) to oczywiście będzie to znak łaski kochanej "maszyny losującej", który tylko umocni i tak już silną wiarę w to, że można łatwo i bezboleśnie zapewnić życie w luksusie sobie i 3 następnym pokoleniom (przy w miarę sensownym rozporządzaniu pieniędzmi).
A gdyby jednak ?
Oczywiście każdy wypełniający blankiet z cyframi ma nadzieję na główną wygraną (no bo jak ktoś liczy na trafienie "trójki" to niech lepiej pospaceruje po mieście - łatwiej będzie mu znaleźć 50zł leżące samotnie na ulicy, a przy okazji się organizm dotleni). Ale gdy przypadkiem się wygra to zaczynają się problemy - a to się okazuje, że rodzina, którą zamierzaliśmy hojnie obdarować jest o wiele większa niż myśleliśmy, a to fiskus od wszystkiego nalicza podatek "z kosmosu", a na dodatek lokalna grupa przestępcza zaczyna ściągać haracze za to, że deptamy chodnik pod własną nowo wybudowaną willą.
Z własnego doświadczenia wiem, że człowiek zupełnie inaczej patrzy na pieniądze na które ciężko zapracuje, a inaczej na te, które jak to mówią "spadły z nieba", choć z religią ma to akurat niewiele wspólnego - prędzej z kontem rodziców lub tą chłodną "maszyną losującą". Wiadomo takie "niebiańskie" pieniądze rozchodzą się łatwiej w myśl zasady "łatwo przyszło - łatwo poszło".
Dodatkowo szybki przeskok o jakieś dwie klasy rozgrywkowe wyżej w wyścigu szczurów całego społeczeństwa jest zwykle dobrą wizualizacją powiedzenia "z chama nie zrobisz pana" (choć warto tu dodać - "w jeden dzień"). Ogólnie te pieniądze z reguły nie przynosza korzyści nikomu poza właścicielami sklepów z towarami luksusowymi - a przeciez inwestycja w nowe miejsca pracy byłaby o wiele lepsza (podobno 1 na 30 osób, które wygrały duże pieniądze zainwestowała je w działalność gospodarczą).
Powodzenia
Ja osobiście nie gram w gry losowe odkąd zapoznałem się z zasadami rachunku prawdopodobieństwa (wcześniej parę razy się bawiłem w zaznaczanie cyfr, ale wtedy byłem nieświadomy, że zasadniczo marnuję pieniądze), ale życzę wszystkim grającym by dostali chociaż częściowy zwrot podatku od ich marzeń - choć sympatyczniej by było gdybyście zapracowali swoimi umiejętnościami na ich spełnienie - wtedy satysfakcja z osiągniecia celu jest wielokrotnie większa :)
Komentarze do wpisu "Kumulacja a religia":
1.
dpc napisał(a):
29 lipca 2008, 23:10:34
Świetny wpis. :)
Nie gram, więc nie wygram. Ale jakbym wygrał to bym sobie zrobił basen pieniędzy i w nich pływał. Serio. Bo niby po co mi tyle kasy? :D
Wygranie takiej sumy jest jak użycie edytora postaci np. w takim Diablo 2. Gra się fajnie przez chwilę, bo ma się wreszcie swojego pakera, a potem wyrzuca grę, bo stała się nudna i zdobycie wszystkiego nic w niej tak naprawdę nie zmieniło.
2.
Pan Sowa napisał(a):
29 lipca 2008, 23:19:27
Mnie najbardziej dziwi to nagłe zainteresowanie, gdy do wygrania jest np 30mln. Mało kto zdaje sobie sprawę, że gdy do wygrania jest mniejsza kwota, np 5mln zł, to przy trafieniu „szóstki” dostaniemy prawdopodobnie więcej. Zobaczcie ile razy więcej ludzi idzie do kolektury podczas tych wielkich kumulacji – pewnie wygra z 10 osób i z tych 30mln nagle zrobią się „marne” 3mln.
No i oczywiście niektórzy nałogowi gracze powinni sobie policzyć, ile pieniędzy wywalili już w błoto.
3.
Dziudek napisał(a):
29 lipca 2008, 23:37:14
@dpc – no porównanie do edytora z gry jest dość ciekawe, ale w sumie widać istotne powiązanie :)
@Pan Sowa – w sumie tyle osób naraz rzadko wygrywa, ale teoretycznie taki tok rozumowania wydaje się słuszny – więcej kuponów – więcej potencjalnych zwycięzców.
A nałogowi gracze raczej się nie zastanowią ile pieniędzy stracili – to tak jakby alkoholikowi tłumaczyć, że marnuje pieniądze na alkohol – to jest silniejsze od niego i droga do porzucenia nałogu nie jest taka prosta :)
4.
Adriano napisał(a):
30 lipca 2008, 00:13:35
„Ale podobnie jak w wypadku wiary w siłę wyższą tutaj racjonalne myślenie się wyłącza”
Powyższy tekst i wygląd bloga zasugerował mi, że ten wpis mówi o tak samo małej szansie wygrania w totka jak i ‘wygrania zbawienia’ :)
Dopiero gdy zauważyłem kto jest autorem to zrozumiałem, że z moją interpretacją jest coś nie tak :)
5.
Dziudek napisał(a):
30 lipca 2008, 00:20:01
@Adriano – no mi raczej chodziło o to, że aby wierzyć w cokolwiek nie można do tego podchodzić racjonalnie.
I zdaję sobie sprawę, że wiara w cokolwiek metafizycznego wymaga myślenia nieracjonalnego, ale z tym jak z miłością – możesz mówić, że jesteś rozsądny, a gdy ona człowieka dopadnie to on głupieje, robiąc rzeczy na które normalnie by sobie nie pozwolił.
A co do „wygrania zbawienia” – w niektórych wypadkach, patrząc na „wymogi” to rzeczywiście prawdopodobieństwo jest podobne :D Ewentualnie wymaga tyle pracy co wypełnienie tych 14mln kuponów :)
Dodaj komentarz: